Jolanta Litwin-Sarzyńska jest główna bohaterką monodramu "Moja mama Janis" . Ale nie sama. Cały zespół akompaniujący, harmonijkarz Tomasz Bielecki i autorzy tłumaczeń 16 piosenek z repertuaru Janis Joplin grają nie mniej ważne role. I idą na całość.
Pierwszy raz monodram reżyserowany przez Redbada Klynstrę z TR Warszawa zobaczyła publiczność warszawskiego teatru Roma. W spektaklu wykorzystano 16 piosenek Janis Joplin przetłumaczonych na język polski przez Maciejkę Mazan oraz Daniela Wyszogrodzkiego. To m.in. "Kosmiczny blues" ("Kozmic Blues"), "Mercedes" ("Mercedes Benz"), "Rozwiąż mi ręce" ("Move Over"), "Biedna mała" ("Little Girl Blue"). A oto jak w 2006 roku spektakl opisywał krytyk teatralny Gazety Wyborczej. "W jej wykonaniu (Jolanty Litwin-Sarzyńskiej - przyp. redakcji) hity jak "Cry Baby" czy "Me and Bobby McGee" brzmią tak, jakby napisano je wczoraj. "Moja mama Janis" to jednak nie tylko koncert 15 największych przebojów Janis Joplin, to również nietypowo poprowadzona opowieść biograficzna. Narratorką jest tu dziewczyna z polskiej prowincji, która amerykańską gwiazdę uważa za swój największy autorytet. To świetny pomyśl: zamiast udawać Joplin, aktorka tworzy na scenie postać o podobnej biografii. Obie pochodzą z małego miasta, obie nie radzą sobie z życiem i mężczyznami, obie odczuwają samotność. Wielkim walorem wieczoru jest bezpretensjonalne aktorstwo. Litwin-Sarzyńska zwraca się wprost do widzów, tworząc klimat intymnej rozmowy. Od monologu gładko przechodzi do piosenek, które są rodzajem emocjonalnego komentarza. Co najważniejsze, jako wokalistka znajduje własny styl i własną ekspresję, a polskie słowa w tłumaczeniu Maciejki Mazan i Daniela Wyszogrodzkiego potęgują wrażenie" pisze Pawłowski. Po czterech latach od premiery monodram nadal robi wielkie wrażenie. Zmieniła się częsciowo ekipa muzyków towarzyszących aktorce, ale nadal sam pomysł i przede wszystkim osadzona w bluesie muzyka Janis Joplin broni się znakomicie. A publiczność w Ostromecku z zachwytem oklaskiwała niespożytą energię aktorki. |