| |
Aktualności Wydawnictwa Blue Machine wychodzi z podziemia miasta od razu z DVD i CD "Rockin' the Blues"
|
Blue Machine wychodzi z podziemia miasta od razu z DVD i CD "Rockin' the Blues" |
|
Uwaga, nadchodzi Blue Machine. Ten dwugryfowy potwór potrafi też zaśpiewać, zagrać na harmonijce i uderzyć w bębny z taką siłą, że z miejsca przywraca wiarę w pojęcie polski blues. Takiego głosu, zgrania i muzycznej sprawności nie było od dawna w kraju nad Wisłą. A, że są z Krakowa, można podejrzewać, że weszli w konszachty z jakimś alchemikiem, ale... wszystko dla bluesa.
Poród trwał długo, ale na to dziecko warto było czekać. 15 sierpnia 2008 roku Blue Machine pojawili się w krakowskim klubie Drukarnia. Wraz z nimi nadjechało Mobilne Studio. I zaczęło się. Nagranie koncertu, ale tak naprawdę rejestracja debiutanckiego krążka. Jest wypełniony standardami, ale zawiera niespodzianki, a brzmi zupełnie jak nie koncert.
"All Your Love" znamy z wersji akustycznych, elektrycznych, ale tu jest krótkie, skondensowane i brzmi niezwykle mięsiście. Łukasz Wiśniewski śpiewa zdecydowanie, a gra w sposób ostrożny i wyważony. Świetne otwarcie.
Za to w "Howlin' For My Baby" zaczyna powoli odlatywać. Na razie nieśmiało, ustępując pola gitarzyście, ale kiedy posłucha jak zagrał solo Piotr Grząślewicz, wyraźnie jego głos dostaje energii. A wszystko krótkie i zwięzłe.
Ale to nie znaczy, że nie będzie zabawy w budowanie klimatu. Bo pojawia się "Róża". I wtedy muzyka Blue Machine dostaje psychodelicznego klimatu. Staje się opowieścią z piwnic i lochów Krakowa, która jak niemy krzyk, wyrywa się z piersi wrażliwego solisty. I jest w tej piosence coś z klimatów czarodziejskiego Limbo. Tym razem Wiśniewski przemawia tonami swojej małej powiernicy - harmonijki.
Ale zespół wie, że z psychodelii w tym kraju trudno wyżyć. Wraca do energetycznej pieśni "Down in the Bottom". Tu tempo napędza sekcja rytmiczna i świetnie gadająca slidem gitara. A odpowiada jej oczywiście harmonijka Wiśniewskiego. Oj, ten Polak potrafi.Howlin' Wolf powinien być dumny.
Ale przecież w tytule płyty jest i "rockin'" i Blue Machine z iście rock and rollowym ogniem zaczynają "The Thrill Is Gone". Ale prosze się nie obawiać. Grząślewicz, nota bene, producent krążka, chowa się do tyłu. A Wiśniewski najpierw z pietyzmem odśpiewuje dobrze znane frazy, żeby zanurzyć się w tę piosenkę delikatnie budując solo na harmonijce. A Piotr Ziółkowski bębnami podkreśla pomysły lidera. Świetna, energetyczna wersja z wizją.
Czas na jeden z koncertowych killerów grupy. "Study War No More" porusza od pierwszych nut. Bo i zespół gra uważnie, daje oddech sobie i słuchaczom, a Wiśniewski śpiewa niezwykle ekspresyjnie, acz nie szarżuje. Piosenka brzmi jasno, chociaż wcale nie opisuje jasnych stron życia. A jak sprytnie brzmi solo gitary i niemniej ciekawa partia solowa harmonijki. Porywa do śpiewania i tańczenia.
I właśnie wtedy Blue Machine znów proponuje chwilę na oddech i polski blues. Trochę tu "dżemowych" nutek, szczypta Nalepy, ale to przede wszystkim nasz, polski blues, chociaż oczywiście te wszystkie akordy już słyszeliśmy. No i tekst. Każda zwrotka przemyślana, bez pseudobluesowego bełkotu. To świadectwo stylu i inteligencji. I tu wreszcie słychać brawa.
A zespół utrzymuje ten sam rozkołysany klimat. Sprawnie przechodzi w "Ain't No Sunshine". I tu także gra niezwykle oszczędnie, a pulsacji dodaje niezwykle czujna gra na bębnach Ziółkowskiego. Za to Wiśniewski zmienia barwę harmonijki i zaczyna odpływać rozkręcając się wraz kolejnymi taktami. Ale szybko wraca na ziemię i opowiada tę smutną historię, która nagle powoduje muzyczne trzęsienie ziemi. Na koncertach Blue Machine to zawsze jeden z najmocniejszych, iście hard rockowych , fragmentów występu. Prawdziwy, stylowy czad sprzed lat. I zabawa gatunkiem z elementami reggae. Odlot.
Ale to wcale nie koniec hałasu. Cała grupa ożywia się, zeby zagrać "Sitting On The Top Of The World". I tu właśnie Wiśniewski śpiewa jakby Jim Morrison ponownie nawiedził Ziemię w Krakowie. I czuł się w mieście słynącym z punktu mocy wyśmienicie. A i Grząślewicz gra solo pełene orientalnych, psychodelizujących dźwięków. To nie jeden, ale całe stado Królów Jaszczurów.
I czas na następny wysokoenergetyczny standard. "Room To Move" nagrywał niejeden polski muzyk bluesowy. Ale Blue Machine aranżują go w taki sposób, że niemal z miejsca można poznać, iż ta wersja urodziłą się nad górnym biegiem Wisły. Znów ważną rolę pełni w niej perkusja i oczywiście jedyna w swoim rodzaju gra Grząślewicza. To gitarzysta pełen radości i umie swój zapał przekazać poprzez gryf gitary. I jeszcze się przy tym znakomicie bawi. Słuchacze też.
Ciekawe, czy Screamin' Jay Hawkins w 1956 roku zdawał sobie sprawę, jaką moc zawarł w tym rozdzierającym bluesie? Blue Machine tym razem stawia na aranżacyjne i harmoniczne smaczki. Gra "I Put A Spell On You" w nieco demoniczny sposób. No i słychać w nim cierpienie i diabelskie brzmienie harmonijki. Czyżby dla dobra bluesa podpisali jakiś cyrograf? Kompozycja wciąga i rozpala jak najgorętszy piekielny kocioł z wrzącą smołą, z którego zamiast bitumicznych oparów wydowbywają się duszne dźwięki harmonijki. A Grząślewicz używając efektu wah-wah wręcz chcichocze, że grupie udał się taki... diabelski żart.
Czas wyjść z otchłani. A jak to zrobić? Poskakać przy jumpowej wersji "If I Had Possession Over Judgement Day". Przy tej pełnej dobrych wibracji interpretacji nawet zatwardziały grzesznik wyrwie się z wciągających, smolistych otchłani. I zobaczy radosną twarz bluesa. Ale żeby nie było za słodko, ta twarz naznaczona jest brudnym, przesterowanym, acz pełnym wirtuozerii brzmieniem harmonijki. No i troszkę ocieka whisky.
A zespół jako bonus na płycie rejestruje niezwykłą wersję "Catfish Blues". I jest w niej coś z ducha Hendrixa, ale też psychodelicznego, wręcz derwiszowskiego szaleństwa. No i ta harmonijka i ekspresyjne bębny koajrzące się nawet z Led Zeps. Nieźle.
I jescze jedna niespodzianka. Polski blues. To sławne "Podziemia miasta". Wreszcie ujrzały światło dzienne. I znów Wiśniewski śpiewa mądrze napisane słowa. I czuć, ze umie napisać dobry tekst, ale zawsze wsparty o loeblowskie frazy, acz nigdy nie posuwający się do plagiatu. A sam utwór znów nieco kojarzy się z Dżemem i ich inklinacjami w stronę reggae. Dlaczego ta piosenka jeszcze nie jest przebojem? Musicie żądać od Wiśniewskiego i Blue Machine by grali ją na każdym koncercie, a sami się przekonacie, że to hit.
Kilkanaście miesięcy czekania nie zostało zmarnowane. Blue Machine zagrali w międzyczasie wszedzie, gdzie się dało. Gdzie się nie dało, pokazało się Hard Times. Tak czy inaczej w ciągu dwóch lat Łukasz Wiśniewski wyrósł na prawdziwą instytucję polskiego bluesa. Oby tylko nie zmarnował swego daru, a media mu pomogły. Taki talent nie zdarza się co roku. To płyta z serii tych, któe mieć po prostu trzeba. Zwłaszcza, że zawiera jako bonus wersję DVD!
|
|
Teraz grane
Grają bluesa
CreeMarca 11, 2010 (20:00) Pleszew
Kino Hel Boogie BoysMarca 11, 2010 (20:00) Gdynia
Blues Club Droga EwakuacyjnaMarca 12, 2010 (19:00) Tarnowskie Góry
Tarnowskie Centrum Kultury Werbińska & PawlinaMarca 12, 2010 (20:00) Gdańsk
Blue Time Sławek Wierzcholski i Nocna Zmiana BluesaMarca 12, 2010 (20:00) Warszawa Why Ducky?Marca 12, 2010 (20:00) Rybnik Blues Festival DżemMarca 12, 2010 (20:00) Puławy
Dom Chemika CreeMarca 12, 2010 (20:00) Puławy MCK Kajetan Drozd Acoustic TrioMarca 12, 2010 (20:00) Kraków
Klub Żaczek Magda PiskorczykMarca 12, 2010 (20:00) Włocławek
T.B. King Blues Club Zobacz cały kalendarz
W tej chwili odwiedza nas: 18 gości
Kalendarz
| 10 Marca 2010 | | Środa | Imieniny obchodzą: Aleksander, Bożysław, Cyprian, Makary, Marceli, Porfirion | | Do końca roku zostało 297 dni. |
odwiedziło nas: 1157859
|