środa, 13 kwiecień 2011 10:04

Tommy Castro – Hard Believer, czyli blues and soul

Tommy Castro ma w swoim głosie soulową pasję, a na gitarze gra z ogniem. W dodatku nie szczędzi sił na bogate aranżacje. To płyta, która może podbić niejedno serce.

 Krążek rozpoczyna świetna piosenka „Definition of Insanity”. I znakomicie definiuje materiał. Dużo znakomitego śpiewania, dęciaki podkreślajace frazy i  ognista gitara Tommy’ego Castro.

Bardziej standardowo, a zarazem bluesowo brzmi „It Is What It Is”. Do tego dochodzi dyskretny hammond. Ależ sunie ta machina.

Tytułowy „Hard Believer” to niemal soulowy klasyk. Miłosna pieśń pełna przestrzeni, melancholii i świetnych bluesowych fraz z melodyjnym solem. Po prostu – żelazny punkt koncertów.

Castro dalej pozostaje w klimacie soulu. „Monkey's Paradise” wnosi w krążek dużo pozytywnej energii i dowodzi wszechstronności muzyków.

Fani bluesa spod znaku Blues Brothers ale i Jamesa Brona z pewnością zachwycą się dynamiką głosu Castro w piosence „Ninety-Nine and One Half”. Niesamowity facet, który naprawdę ukochał Mr Dynamite.

„Backup Plan” z pewnością kończyłoby pierwszą stronę analogowej płyty. Wolny blues, z fantastycznymi soulowymi dęciakami – ciekawe co byłoby gdyby na scenie spotkały się ekipy Castro i HooDoo Band? Tu grupa z USA gra z taką niebywałą swobodą, że aż chce się zatrzymać płytę.

Czy można zagrać jeszcze więcej funky i soul? Tak. „Gotta Serve Somebody” to następny utwór, który mógłby na stałe gościć w radiu. Choć trzeba przyznać, że formuła grania zaczyna nużyć.

 Ale sam Castro chyba wiedział o tym doskonale i kompozycję „Trimmin' Fat” bardziej uprościł i pozwolił pobawić się całemu zespołowi w śpiewanie. I słusznie. Przecież muzyka ma dawać radość. Przy tym świetnie pulsuje.

Za to w rock and rollowym „Make It Back To Memphis” grupa przypomina estetykę połowy lat 50. XX wieku. Noga sama chodzi, a głos Castro nabiera surowości.

„Victims of the Darkness” to jeszcze jedno spojrzenie na soul i jeszcze inny sposób aranżacji dęciaków.  To niezwykle ciekawe, że gitarzysta nie eksponuje wyłącznie swoich umiejętności, ale jest ze swoim zespołem jednym, świetnie działającym organizmem.

Znajduje też miejsce na zabawę. Jak w piosence „My Babe”. A w „The Trouble With Soul” korzysta z brzmienia typowego dla blue-eyed soulu. Lekkiego, z gitarą w stylu jakichś… Simply Red albo Georgie Bensona. Niemal nie śpiewa, tylko recytuje. I chwyta za serce. Świetne zakończenie.

„Hard Believer” to zestaw piosenek, które powinny być na co dzień w dobrych stacjach radiowych. Świetnie zaaranżowanych, nie powodujących zmęczenia. I chyba bardziej autentycznych niż „Sledgehammer” swoją droga zamordowanego przez polskie radio Petera Gabriela.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry