środa, 27 czerwiec 2018 20:02

Radio UFO – Dark Days (2018, wideo)

Radio UFO – Dark Days Radio UFO – Dark Days

Radio UFO to jednoosobowy zespół, jaki we własnej sypialni wyhodował Jacek Biliński. Na co dzień gitarzysta Eicked Heads i Dr Zoydbergh, zamienia się w krakowskiego Becka.

No może „Rebel” to nie jest „Loser”, baby, ale naprawdę brzmi bardzo sympatycznie, transowo. Jest banjo, bluesowy slide, nie ma za to prostackiego blues rocka, a to już bardzo dużo.

Co ciekawsze, Radio UFO nie zamyka się w jednym stylu. Surfująca gitara wtapia się w klimat jak z J.J. Cale’a, w dodatku z odrobiną psychobilly. I tak można zanurzyć się we mgle i słuchać „Fog”. Psychodeliczna solówka, daleka od bluesowych zagrywek znów zaskakuje i urozmaica old schoolowo brzmiące sypialniane nagranie.

A takie „Apocalypse”? Któż nie lubi, kiedy wokalista rozumiejąc, że nie jest słowikiem, melorecytuje tworząc klimat tajemniczości, zamiast udawać białego Murzyna. Te teksasko brzmiące akordy, sprężyna – nawet jeśli syntetyczna, to użyta ze smakiem, sprawiają, że jest się w co wsłuchiwać – oczywiści jeśli ktoś lubi taką muzykę.

Jacek Biliński nagrywając „Dzicz” daje sygnał, że umie grać i na gitarze akustycznej, i że umie to robić lepiej, niż ograniczenia, które postawił sobie przy wcześniejszych utworach. I wcale nie musi śpiewać, by zaciekawić.

Przebojowy „Stars” z wykorzystaniem prostej perkusji byłby hitem zarówno ogniska, jak i songwriterskiego Halfway Festiwal, gdyby tylko Jacek Biliński wysłał swoją płytę pod wspomniany adres. Szkoda, że przynajmniej w internecie nie chciało mu się opublikować słów, bo ma spore poczucie humoru.

„Radio 69” momentem przypomina w tym samym stopniu produkcje Jacka White co prekursorów… new romantic. Radio UFO potrafi zaskakiwać, a to przy słuchaniu całej płyty naprawdę dziś jest zaletą. Bo wciąż trzyma własny sznyt.

Bliski psychodelicznemu bluesowi jest utwór „Do It”. Prościutkie ostinato gitary jest tłem do niemal mechanicznej meloracytacji i jęków gitary slide. A do tego… syntezator, odzywający się tylko momentami. „Shake your body” recytuje Biliński i to działa.

„Hope” to kolejny wyciszony, przyczajony utwór, o wyraźnie bluesowej proweniencji, z delikatnym, acz apokaliptycznym wtrętem syntezatora. Całkowicie uzasadnionym.

W „I want to” pobrzmiewają nawet nuty greckie, zaś syntezator zmierza w stronę neo prog rocka. Wyraźnie słychać, że Jacek Biliński ma szerokie horyzonty muzyczne, ograniczając się celowo do formuły home recordingu.

A w „The End” Jacek Biliński pięknie dziękuje. I nawzajem.

W przypadku takiej osobistej muzyki, nagrywanie w sypialni ma sens, szczególnie, że efekt ni ejest gorszy niż w „normalnym” studiu. A „Dark Days” to także przepustka do solowych koncertów. Bo coś się wydaje, że Jacek Biliński da radę.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry