czwartek, 30 wrzesień 2010 19:05

Breakout Festival 2007 - rock szuka korzeni. I znajduje.

W czerwcu 2007 roku w Rzeszowie kilkudziesięciu muzykó spotkało się, by swoimi gardłami i palcami złożyć hołd dokonaniom grupy Breakout. Bo każdy, kto zaczynał swoją przygodę z muzyką, z prawdziwą muzyką, w latach 70. XX wieku w Polsce po prostu nie mógł nie znać twórczości i nie wiedzieć kim był Tadeusz Nalepa. A jako, że na koncercie pojawiło się głównie pokolenie muzyków rockowych debiutujących pod koniec lat 80. ubiegłego wieku - pamięć o songach Breakoutu była wśró nich jeszcze żywa.

Dwupłytowe wydawnictwo rozpoczyna set jaki zaśpiewał Artur Gadowski. Wokalista kochanej niecałe dwie dekady temu IRY doskonale czuje bluesa. A że śpiewa go z rockowym sznytem - jego prawo. Ważne, ze nie przeszarżowuje.

Zaraz po nim na krążku wydawca umieścił Kasię Kowalską. Ukochana przez depresyjne nastolatki wykonawczyni smutnych songów z niemniejszą pasją zaśpiewała dwie najsłynniejsze piosenki przypisane od zawsze Mirze Kubasińśkiej. "Gdybyś kochał, hej" i "POszłabym za tobą" ciągle są obecne na naszych scenach, a kapela akompaniująca Kowalskiej wirtuozersko dodaje energii nieśmiertelnym hitom.


Bardzo osobistych interpretacji nie mógł się ustrzec Maciek Maleńczuk. Krakowski bard (tak, bo zaczynał od grania na ulicach) zawsze był pełen bluesowych fraz, tyle, że nie
bardzo chciał się do tego przyznawać. Ale jego samodzielne koncerty aż roiły się od bluesowego zaśpiewu, w dodatku wykonanego niezwykle oryginalnym głosem. Maleńczuk, podobnie jak Gadowski, sięga po materiał z krążka "Karate". I luzacko pokazuje, że "Nocą puka ktoś" jest nieśmiertelne. A "Oni zaraz przyjdą tu" to nasz heavy klasyk. Zresztą, co tu się dziwić, jeśli na scenie co rusz w struny uderza Dariusz Kozakiewicz, muzyk, bez którego nie wyobrażamy sobie po prostu brzmienia słynnej płyty
"Blues".


A skoro Kozakiewicz to i dzisiejszy Perfect wreszcie wchodzi na scenę. I tu dzieje się coś niezwykłego. Grzegorz Markowski w repertuarze starszego kolegi z początku nie
czuje się zbyt pewnie. "Powiedzmy to" w jego wersji nie przekonuje.Dużo lepiej odnajduje się w piosnece "Gdybym był wichrem". Ale i nie raz Hołdys pisząc hity Perfectowi
korzystał z podobnych patentów. I to właśnie Markowski musi się zmierzyć z "Modlitwą". Jak to dobrze, że Perfect jest tak blisko...


Niezwykłym pomysłem było zaproszenie do udziału w koncercie rzeszowskiej zimnofalowej formacji 1984. Ortodoksyjni bluesfani mogą tego nie znieść. Podobnie jak siłowej
interpretacji "Takie moje miasto jest" Pawła Kukiza. Już lepiej obdarzony znakomitym głosem wokalista wypada w sztandarowym hicie Blackoutu - piosence "Anna". Też jakby
mało bluesowej.


Nieźle wypada krakowska formacja Nie-bo. Jean Lubera ma świetną barwę i potrafi nadać pieśniom wykonywanym przez Mirę Kubasińską barw. No i perkusista zespołu gra
niezwykle elegancko i stylowo.


Koniec koncertu skradł pozostałym artystom Dżem. I zrobił to w ładnym stylu. Muzycy nie sięgnęli po hity Breakoutu z początku lat 70. tylko postanowili zinterpretować
choćby utwór "Pójdziesz tylko z cieniem". I jakże przekonująco brzmi tu Balcar, jakby ta piosneka była napisana właśnie dla osoby obdarzonej głosem o szerokich
możliwościach interpretacji. Wielkie zaskoczenie.


Samo zakończenie tego koncertu jest jeszcze bardziej niezwykłe. Na scenie pojawia się Józef Skrzek. Muzyk, którego przedstawiać przecież nie trzeba. Delikatnie bluesuje na
syntezatorze a potem zaczyna śpiewać. Jak przed laty, z silnym śląskim akcentem. Z serca. Trudno się dziwić, ze to on musiał zadać finałowe pytanie koncertu "Co się
stało kwiatom"? Nalepa, Kubasińska - tych nazwisk żaden fan polskiego bluesea zapomnieć nie może.

Podziel się

Wyśli do DeliciousWyśli do DiggWyśli do FacebookWyśli do Google PlusWyśli do TwitterWyśli do LinkedIn

Do góry