NoS – Niepewność
NoS – Niepewność

Czy blues rock może być nośnikiem wierszy Stachury a nawet Mickiewicza? Odpowiedź można znaleźć w tytule płyty zespołu NoS – „Niepewność”.

NoS to formalnie kwartet, w którym grają Dominik i Maksym Rokosz (ojciec i syn), Sławomir Tomeczek i Mikołaj Rusek. I od pierwszych nut słychać, że muzycy wychowali się w brzmieniu polskich płyt blues rockowych z ostatnich czterech dekad. Z pewnością mają też swoich ulubieńców ze świata, ale kiedy słyszy się pomysł na aranżację i brzmienie „Nie rozdziobią nas kruki” Edwarda Stachury w wersji dżemowo-dżejdżejkejlowej z świetną harmonijką Marcina Iwińskiego można się uśmiechnąć. Bo kiedy wyłączy się smętne wersje samego Steda, czy „Po drodze” oraz setek nawiedzonych naśladowców poety-samobójcy, brzmi to całkiem ciekawie.

Brytyjski blues rock skrzyżowany z patentami Tadeusza Nalepy zamienia się w stachurowe „Zobaczysz”. I wreszcie można docenić a może i na nowo odkryć poezję Steda. Dominik Rokosz nie sili się na udawanie amerykańskiego bluesmana, frazuje z umiarem, a barwą głosu przypomina Mirka Kłosowskiego – lidera legendarnej białostockiej formacji 48 Godzin!

Akustyczny riff niczym z płyty Led Zeppelin rozpoczyna epicką „Niepewność”. Jest i gitara slide i mistrzowska harmonijka Bartka Łęczyckiego. I znowu – trzeba w jakiś sposób wyłączyć pamięć – do nut i obrazów – na przykład serialu „Podróż za jeden uśmiech”, by stwierdzić że te dźwięki idealnie pasują do romantycznej perełki już chyba dawno usuniętej z kanonu szkolnych lektur. Jest w tym graniu oddech, jest blues rockowa moc i sprawdzone patenty muzyczne, które czynią te dźwięki uniwersalnymi. Tylko syndrom inżyniera Mamonia i tak zmusza do porównań z Grechutą.

NoS nie boją się szybszych temp – jakby wywracając do góry nogami koncept faceta w wyciągniętym swetrze z rozstrojoną gitarą. Och, z całym szacunkiem, znów w „Piosence dla zapowietrzonego” słychać wyraźnie fascynację Dżemem, ale kto bogatemu zabroni? Nagranie w studiu ComBo w Wierzbicy idealnie oddaje ducha lat 80. XX wieku w polskiej muzyce, tyle że każdy instrument brzmi jak w wieku XXI. A Marcin Iwiński robi naprawdę wyjątkową robotę!

Im dalej w las, tym więcej bluesa w tym blues rocku i mimo, że to muzyka z definicji anglosaska, NoS śpiewa po polsku – na przykład „Niewielkie słowo przyzwoitość” – słowa Wojciecha Młynarskiego. Słowa nad wyraz aktualne i w XXI wieku. No i oczywiście grający w tle Marcin Iwiński robi swoje, choć Dominik Rokosz ze smakiem rozbudowuje swoją piosenkę.

„Ach kiedy ruszą dla mnie dni” zawodził w latach 70. XX wieku Edward Stachura. A rodzina Rokoszów odnajduje w prościutkich słowach fantastycznego blues rocka. Tego trzeba po prostu posłuchać z otwartą głową. Bo przecież „lato, jesień, zima wiosna – do Boliwii droga prosta”.

Gitarowy przester? Rockowy riff? Gitarzysta solowy zespołu Sławomir Tomeczek zaproponował dość stereotypowy utwór, do którego Dominik Rokosz musiał wyśpiewać kolejny song Stachury. Jaki wniosek? Sekcja rytmiczna lepiej czuje się w bezpiecznym blues rocku niż w rockowej piosence.

NoS sięgnęli też po cover piosenki Miry Kubasińskiej z płyty „Ogień” – „Nie zapalaj światła”. Jest energia, jest mocarny riff, świetna harmonijka – brawo.

Grupa rozstaje się ze słuchaczami piosenką spopularyzowaną przez Stanisława Grzesiuka. „Komu dzwonią” ze swoim pijackim tekstem, jak się okazuje, idealnie pasuje do ognistego blues rocka.

Zazdroszczę młodym ludziom którzy nigdy nie słyszeli żadnej z tych piosenek w oryginale czy wersjach kanonicznych. Syndrom inżyniera Mamonia jest zbyt silny, by w pewny wieku traktować „Niepewność” li tylko jako ciekawostkę przyrodniczą. Wersje, realizacja, wykonanie są baOK – tylko po co?