Łukasz Jemioła, wokalista i gitarzysta propagujący technikę fingerpicking oraz Bartosz Łęczycki – wirtuoz harmonijek ustnych, zagrali akustyczny koncert w cyklu Blues Fama.
Blues to od zawsze sztuka samowystarczalności. Od napisania tekstu po akompaniament. A jeśli jeszcze jednocześnie da się zagrać na gitarze linię basu, melodię i zaakcentować rytm i akordy – mamy fingerpicking. Do tego wystarczy wybrać sprawdzone standardy i… koncert gotowy. Tak uczynili Łukasz Jemioła – gitarzysta i wokalista i Bartosz Łęczycki – wirtuoz harmonijek ustnych. A wiadomo – blues fani za harmonijką przepadają.
Willie Dixon i jego „My Babe” to standard jaki w Białymstoku wybrzmiewa od kilku dekad – trudno się dziwić, że dojrzała publiczność może dać się bez problemu wciągnąć do zabawy.
A taki Howlin’ Wolf? Dla fanów korzeni bluesa to sprawa oczywista. Jest za to kwestia interpretacji. A kiedy na jednej scenie spotyka się dwóch wirtuozów, a przy tym ludzi o wielkim dystansie do siebie i równie wielkim zamiłowaniu do bluesa – wystarczą dwa instrumenty i głos, by blues brzmiał z pełną mocą.
Jak można pobawić się niepowtarzalnym brzmieniem głosu Louisa Armstronga, i jak przenieść na polski jeden z najsympatyczniejszych standardów jazzowych – Łukasz Jemioła wie to doskonale. A przy tym ma poczucie humoru!
Już pomiędzy 1910 a 1920 rokiem Stany Zjednoczone opanowała moda na brzmienie gitary hawajskiej. W okresie międzywojennym instrument rozbrzmiewał w orkiestrach tanecznych, także na falach radiowych i w Polsce. Po II wojnie światowej tylko jeden lutnik zbudował ich w naszym kraju ponad 1000. Jemioła dumnie używa modelu znanego z USA właśnie od drugiej dekady XX wieku – konstrukcji Hermanna Weissenborna.
Spotkanie wirtuozów w klubie Fama miało miejsce 22 marca 2026 roku.
